Coraz mniej swobód obywatelskich
Pętla na szyi coraz mniej wolnego obywatela zaciska się powoli acz nieustannie. Dzieje się to niestety ku uciesze licznych zastępów prosystemowców, mentalnych niewolników, fanatyków regulacji oraz kultywatorów antysamochodowej narracji. A ponieważ wyżej wspomniane grupy społeczne stanowią w Polsce wyraźną większość (szacuję, że 75%-85%), to rządzący śmiało sięgają po coraz to nowe środki zacieśniające swobodę obywateli.
Mandat za ułamek sekundy czerwonego
Przykładem jest ten piękny słoneczny dzień. Bo oto dziś wchodzi w życie nowe prawo nadające strażnikom miejskim kompetencje, którymi dotąd nie dysponowali. A co to są za kompetencje? Otóż szanowni państwo od dziś strażnik miejski będzie ścigał takie zbrodnie przeciwko ludzkości jak wjazd za sygnalizator na czerwonym świetle. Pragnę zaznaczyć, że większość owych wjazdów za sygnalizator na czerwonym świetle ma miejsce ułamki sekund po zapaleniu się czerwonego światła, co nijak ma się do wpływu na bezpieczeństwo na drodze. Dodatkowo strażnicy miejscy będą mieli prawo nałożyć mandat na nieszczęśnika, który zachce wejść ze strażnikiem miejskim w dyskusje. Czy też w inny bliżej nieokreslony sposób będzie utrudniał prowadzenie czynności służbowych. Proszę bardzo jak ładnie można ubrać w słowa zwykłe gnębienie obywatela.
Mandat ten wynosi 500zł i jeszcze wczoraj można było czynić powyższe względem strażnika miejskiego, ale dziś już nie wolno. Ponadto strażnicy miejscy od dziś mają prawo polować na kierowców objeżdżających zapory lub półzapory kolejowe. Tych którzy wjeżdżają na przejazd kolejowy w trakcie opuszczania się zapór bądź półzapór. Także tych wjeżdżających na przejazd w sytuacji, kiedy strażnik miejski stwierdzi, że nie ma możliwości opuszczenia przejazdu kolejowego (czyli na przykład, kiedy na drodze mamy zator).

Policja bis
Strażnicy miejscy od dziś za trzy wyżej wymienione czyny będą mogli nakładać mandaty w wysokości co najmniej 2000zł. Powyższe kompetencje rzecz jasna nabywa z dniem dzisiejszym zarówno straż miejska, jak i gminna. Pozwolę sobie zauważyć, do czego pierwotnie została stworzona instytucja straży miejskiej i straży gminnej. Ich pierwotnym założeniem działania było pilnowanie porządku w przestrzeni publicznej. Konkretnie reagowanie na przypadki zaśmiecania terenów zielonych, nieobyczajnego zachowania jakkolwiek to rozumieć, bazgrania po murach budynków. Mieli oni także nieść pomoc osobom, które tej pomocy potrzebowały, np. niewidomemu w przechodzeniu przez jezdnię albo osobie poruszającej się na wózku. Tymczasem dziś kompetencje straży miejskiej w dużej mierze pokrywają się z kompetencjami policji. Od karania za nieprzepisowe parkowanie, po sankcjonowanie wjazdów za sygnalizator na czerwonym świetle (od dziś).
Bez straży też można żyć
Władze niektórych miast dostrzegły w porę proceder zdublowania się kompetencji straży miejskiej i policji oraz upierdliwy charakter działania strażników miejskich. Poszły toteż po rozum do głowy i zlikwidowały straż miejską w miastach, nad którymi sprawują teoretyczną władzę. Mowa tu o takich miastach jak Radomsko, Żory, Stalowa Wola, Lubin, Chrzanów czy Szczyrk. Natomiast w większości miast w Polsce straż miejska nadal panoszy się po ulicach siejąc grozę otrzymania mandatu za byle pierdołę. Tym samym na koniec postuluję odgórne zniesienie instytucji straży miejskiej na terenie całego kraju. Będzie to z pożytkiem zarówno dla mieszkańców, jak i dla budżetów poszczególnych miast.