Myślicie, że amerykańskie ICE to najbardziej ksenofobiczna instytucja w krajach okołozachodnich? Albo że pushbacki na granicy z Białorusią to pieśń przeszłości? To trzymajcie się mocno, bo za chwilę przeczytacie coś, co zakłóci wasz komfort.

Ruskie boty za pięć kopiejek w internecie aktywne są od dawna. Nie da się spokojnie przescrollować fejsa, żeby nie natknąć się na hejterskie wpisy. Nikogo już to nie dziwi, co w sumie jest dość smutne. Było również kwestią czasu, kiedy nienawiść z ekranu wyleje się na ulice. Nasi rodacy, który antyfaszyzm powinni mieć w genach, potrafią pobić kogoś za inny akcent, kolor skóry czy orientację seksualną. A władzy jest to na rękę, dziel i rządź.

Nienawiść zatacza kręgi, kręcąc się jak gówno w przeręblu. Niestety, to gówno zahaczyło również o nasz dom.

28 lipca, zwykły dzień, jednak nie dla mieszkańców Osiedla Przyjaźń.

Od rana między sielskimi dworkami kręcili się niezapowiedziani goście, składający spontaniczne wizyty.

Obława

Wszystko, co przeczytacie poniżej, jest, niestety prawdziwe. Jednak z oczywistych względów nie podaję rzeczywistych adresów i imion.

Tym razem nie była to eksmisja skłotersów ani aresztowanie zadymiarza. Była to chamska, obrzydliwa, ksenofobiczna nagonka na osoby, które miały pecha urodzić się poza Polską.

Policja wraz ze Strażą Graniczną odwiedziły niemal wszystkie dawne domki studenckie, a także socjalne. Przy czym „odwiedziły” to mocny eufemizm.

Niejeden mieszkaniec Osiedle Przyjaźń został obudzony brutalnym waleniem w drzwi. Innych wyrwali z łóżek zaalarmowani sąsiedzi. Preteksty były różne. W jednym z domków poszukiwali dziewczyny podejrzanej o kradzież telefonu. W innym rzekomo ukrywał się diler. Ale prawdziwe intencje były jasne: szukali obcokrajowców. I nie za bardzo się z tym kryli.

A, jak jesteś Polakiem, to tam chuj.

Jeden z mieszkańców na wstępie został zapytany, czy jest Polakiem. Był, więc dali mu spokój, rzucając komentarz jak powyżej.

Ale inni tyle szczęścia nie mieli.

Zarówno policjanci, przedstawiciele administracji, jak i strażnicy graniczni, byli brutalni i agresywni. Wykopywali drzwi. Wchodzili przez okna. Bez nakazu przeszukiwali mieszkania, przewracając meble i wyrzucając rzeczy na ziemię. Targali ludzi za fraki, zakuwali w kajdanki.

Mało tego!

Od jednego z czarnoskórych studentów zażądano okazania karty pobytu. Ten po okazaniu dokumentów poprosił policjantów o wylegitymowanie się. Policjanci zignorowali go, rozmawiając między sobą po polsku. Nie spodziewali się jednak, że ów Afrykańczyk uczy się polskiego i zrozumiał, co powiedzieli: „ta czarna małpa”.

Student próbował zadzwonić po pomoc, jednak „stróże prawa” wytrącili mu telefon z ręki.

Warto dodać, że zarówno on, jak i jego współlokatorzy, są legalnymi mieszkańcami. Podobnie jak ja, walczą sądownie o prawo do pozostania w lokalu i uznania umowy na czas nieokreślony. Inaczej niż ja, są osobami cichymi, spokojnymi, niesprawiającymi kłopotów. Czym więc zawinili? Karnacją.

Kto ty jesteś? Polak mały?

W chwili pisania tego artykułu, wiem o pięciu zatrzymanych osobach – wszystkie pochodzenia białoruskiego lub ukraińskiego. Trzy z nich zostały, na szczęście, wypuszczone – niestety po dziesięciu godzinach na komisariacie!

Jednego z Białorusinów zawinięto na komisariat, gdyż miał w domu… mak. Tak, dobrze czytacie. Mak. Kwiat rosnący pospolicie na polskich łąkach. Nie opium, nie morfinę, nie osławioną „polską heroinę”. Suchy koszyczek maku. Nie jest to nielegalne. Ale jak to mówią: „dajcie mi człowieka, znajdę mu paragraf”.

Z kolei do pewnego Ukraińca weszli przez okno. W ośmiu. Czy ten chłopak coś zawinił? Otóż nie. Uczciwie pracuje jako kurier, nie ćpa, nie przesadza z alkoholem, nie awanturuje się. Normalny człowiek. A jednak weszli. Dlaczego? Chcieli zweryfikować dokumenty, które są akurat w trakcie wyrabiania. Na szczęście nie zamknęli go, ale ma wezwanie do prokuratury. A jego matka ukrywa się przed bombardowaniami.

Inny Ukrainiec, również zwyczajny, spokojny człowiek, płynnie mówiący po polsku, też miał niedawno policyjne naloty. Bez wyraźnego powodu przeszukiwali mu samochód i przychodzili do jego pracy.

Kobieta zamieszkująca jeden z lokali socjalnych powiedziała, że przetrzepali wszystkich Białorusinów i Ukraińców z jej domku.

Takich historii było więcej.

I nie wszystkie, niestety, skończyły się szczęśliwie. Niejaki Siergiej lada chwila zostanie deportowany. Być może w chwili, kiedy to czytacie, jest już za wschodnią granicą. Nie wiemy, i pewnie już się nie dowiemy, czy nie dopilnował dokumentów, czy też był w trakcie ich wyrabiania. Nawet, jeśli z jakichś przyczyn zaniedbał sprawy urzędowe, to otrzymał bardzo surową karę – w zasadzie wyrok śmierci.

Autor grafiki: Widmo

Następnego dnia również jeden z domów odwiedziła policja, tym razem niby szukając jakiegoś Czeczena. I tak co chwila ktoś jest sprawdzany, zatrzymywany, zakuwany w kajdanki…

Rasistowskie rodaków rozmowy

Facet z administracji stał za kordonem złożonym z dwudziestu policjantów, wskazując palcem na gapiów. Od radiowozów było niebiesko. Policja spisywała każdego, kto przechodził. Regularnie rozlegało się głośne: „ŁUP!” – kolejny kopniak w drzwi.

Kilka zaniepokojonych o los Osiedla osób zdobyło się na pójście do biura. Nie spodziewali się miłego przyjęcia, gdyż mieli już nieprzyjemność obcowania z administracją.

O co chodzi? – pytali.

Mieszkańcy mają dość skłotersów. Białorusinów latających z siekierami. Alkoholizm, narkomania, degrengolada. Patologia. Plebs. My dbamy o porządek publiczny. Wy jesteście zagrożeniem. Problemem. Drzazgą w oku.

Urzędniczka, w godzinach służbowych, w miejscu pracy, reprezentująca Zarząd Mienia Skarbu Państwa, wygłosiła tyradę o złych obcokrajowcach, traktując ich jak bydło.

Oszczercze, dehumanizujące, kłamliwe słowa sypały się niczym brokat na imprezie techno.

Bo prawda jest taka, że mieszkańcy w większości trzymają się razem. Jedziemy na tym samym wózku: ci, którzy byli tu od lat, ci, którzy otrzymali tutaj mieszkanie socjalne, potomkowie budowniczych i kadr uniwersyteckich, a także ci z nieuregulowanym statusem prawnym – wszystkim nam grożą eksmisje! „Zarząd” osiedla od dawna chce je zniszczyć. Mam nawet podejrzenia, który to deweloper ostrzy sobie ząbki na nasz piękny kawałek miejsca na ziemi. Niech tylko uważa, żeby sobie tych zębów nie połamać.

A dlaczego grupka młodzieży poszła do administracji, zapytacie? No cóż…

Krzesła spod tyłka nie wyrwę

Otóż kilka dni temu gruchnęła fama, że administracja będzie zabierać z domów… meble. Tak, meble. Wszystkie. Nie, nie było żadnej kartki, ogłoszenia, ani maila. Info latało po facebooku wzbudzając popłoch.

– Ale jakim prawem będziecie zabierać meble? – zapytała osoba.

– Tak, będziemy zabierać – odpowiedziała nonszalancko urzędniczka, jakby mówiła o wymianie żarówek.

– Ale proszę pani, tam są legalni mieszkańcy! Jak oni mają fukncjonować?

– Eeee, krzesła nikomu spod tyłka nie wyrwę.

Na „pocieszenie” dodała, że „legalnym mieszkańcom” (jeśli już trzymamy się tej nomenklatury) nic nie grozi. Tym, którzy mają nieuregulowany status prawny, pozostaje podłoga i kartony.

Informację o zabieraniu mebli potwierdzili także robotnicy. Widać, że sytuacja ich bawiła, skoro mieli czelność puścić oczko do jednej z dziewczyn.

Pozostaje pytanie – po co im te meble? Gdzie niby będą je składować? Jaki to ma sens?

Przecież to tylko kolejny sposób na szykanowanie i zastraszanie ludzi. Skoro nie odpuścili po eksmisjach, nie odpuścili po nagonce straży granicznej, to może brak mebli w końcu ich stąd wykurzy?

Jak śpiewa krakowski zespół Hańba:

Annopolskie pałace, bez mebli i światła
Walczyliśmy tylko o to, żeby bieda nas nie zjadła
W chałupie klepisko, sienniki ze słomy –
Gdy kraj wzywa, porzuć wszystko, stawaj bronić pańskie domy!

Tak, do każdej sytuacji znajdę jakiś pasujący cytat z piosenki… Mam nadzieję, że przed ruskimi trepami nie będziemy się musieli bronić. Wykańczają nas rodacy – ze Straży Granicznej, administracji i policji.

(grafika autorstwa Widmo)

Luźne spostrzeżenia nt. pogłębiającej się polaryzacji społeczeństwa

(Akapit autorstwa Natex)

Przy kaucjomacie dwa karki rozmawiają o pobiciu Ukraińca i jego dziewczyny (sytuacja nagłaśniana przez media, która wydarzyła się niedawno we Wrocławiu). Mimo narracji rasistowskiej, padł argument, który rzuca trochę światło na to, dlaczego u Polaków wzrasta tendencja do nienawiści obcokrajowców, a najbardziej osób ze wschodu.

Media i władze mocno się do tego przyczyniają, a co ciekawe, nie mowa tu tylko o prawicowej stronie. Owe typy, zdenerwowane, wspominały, że przez całe swoje życia wszelkie wpierdole osiedlowe, kłótnie, napady itd. nigdy przez media nie były nagłaśniane tak, jak teraz gdy dotknie to osobę innej narodowości.

Jak np. ostatnio, gdy młode, nieletnie dziewczyny, które napastowane były w autobusie, w nagłówkach nie określane były jako nieletnie dziewczyny, a Ukrainki, a ich sytuacja była wykorzystana do politycznej walki międzypartyjnej.

Siedzimy ciągle przed ekranem i chłoniemy mnóstwo agresywnych treści, pobudzając swoją frustrację i próbując poczuć się lepiej

Trzeba znowu zacząć traktować człowieka jak człowieka, a nie rozpoczynać rozmowę pytaniem o narodowość, miejsce urodzenia i przynależność polityczną.

Jak uświadamiamy sobie, że władza ma nas w dupie, a wszystkie strony polityczne chcą nas wychujać, to wtedy człowiek, choć innej narodowości, nagle okazuje się mieć te same problemy, a co najlepsze, te same patologie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *