Niedawno w internecie pojawił się artykuł Katarzyny Matysiak piszącej dla TVP3 Wrocław, który opisuje smutne i przygnębiające zjawisko zauważalne również dla zwykłego obywatela niezaznajomionego z poniższą statystyką. Otóż we Wrocławiu (choć podejrzewam, że również w innych miastach) w ciągu dwóch lat nastąpił ponad dwukrotny wzrost anonimowych donosów do straży miejskiej. Donosicielstwo w większości dotyczy rzekomego nieprawidłowego parkowania samochodów.
Artykuł TVP3 Wrocław zawiera cytat z wypowiedzi Piotra Szeredy ze Straży Miejskiej we Wrocławiu:
„W 2023 r. zgłoszeń od osób z zewnątrz było 18.000. W 2025 r. ta liczba uległa podwojeniu i obecnie świadkowie przekazują do nas ok. 40 tys. spraw rocznie. Najczęściej są to wykroczenia, polegające na zaparkowaniu pojazdu na chodniku, bez pozostawienia 1,5 m przejścia dla pieszych”.
Można ostatnio zaobserwować silny wzrost postów dotyczących wykroczeń drogowych, działalności donosicieli z takich kanałów jak Konfitura czy Samochodoza, albo postów niosących postulaty zwiększenia kar dla osób, które parkują samochody niezgodnie z przepisami.
Stało się z naszym społeczeństwem coś bardzo złego, coś, co postępuje w szybkim tempie. W ostatnim czasie namnożyło się jak grzybów po deszczu różnych samozwańczych stróżów prawa, którzy łażą z telefonami i traktują donoszenie na losowych ludzi niewykazujących żadnej szkodliwości społecznej bądź wykazujących ją w stopniu minimalnym i pomijalnym jako swego rodzaju dobrą zabawę, jako coś w stylu tymczasowej życiowej misji, jako niezdrową rozrywkę dającą im poczucie ważności, wyższości i satysfakcji z dosrania człowiekowi z byle powodu.
Komu służą patrole obywatelskie?
Nie jestem w stanie zrozumieć tego zjawiska, po co ludzie robią to ludziom? Co daje takie zgłoszenie nieprzepisowo zaparkowanego samochodu, który najczęściej po prostu stoi zaparkowany w sposób nieprzepisowy bez wnoszenia do życia innych osób jakichś szkód czy przykrości? Przecież w efekcie taki samochód dalej będzie stał w tym miejscu. Pieszy, który zgłosi samochód zaparkowany częściowo na chodniku stojący w taki sposób, że dla pieszego zostanie 1,4m szerokości chodnika zamiast 1,5m; który zgłosi go bo uzna, że jego bęben piwny nie jest godzien przeciskać się chodnikiem węższym choćby o parę centymetrów od szerokości 1,5 metra, taki pieszy w charakterze donosiciela nie odtoruje sobie magicznie tych kilku centymetrów przestrzeni chodnikowej.
Nic mu to nie daje, poza satysfakcją, że być może przysra właścicielowi takiego samochodu, że być może ów właściciel będzie musiał zaniechać wykonywania normalnych czynności dnia codziennego jak praca, odwożenie dzieci do szkoły czy jakieś zakupy, ponieważ będzie musiał jeździć po strażach miejskich, policjach lub sądach.
Czy donosicielstwo to „społeczeństwo obywatelskie”?
TVP3 Wrocław pisze w artykule dalej:
Powoli stajemy się społeczeństwem obywatelskim, coraz bardziej zależy nam na porządku i estetyce otoczenia. Niestety chętnie reagujemy głównie na drobne wykroczenia. Na te poważne, np. związane z przemocą w rodzinie już nie
…no więc właśnie. Stajemy się powoli społeczeństwem obywatelskim. Coś nam to przecież mówi, wiemy, kim byli ORMOwcy, znane są nam wieści o powszechności donosicielstwa w Polsce lat 80-tych. Otóż historia zdaje się w tym aspekcie powoli zataczać koło. Za komuny donoszenie było powszechne, potem na szczęście ludzie zaniechali tak powszechnego donoszenia na innych, ale teraz znów to wraca, czego dowodem jest chociażby wzrost donosów na Straż Miejską we Wrocławiu z 18.000 do 40.000 rocznie w ciągu dwóch lat.
A dlaczego w artykule zwraca się uwagę, że donosiciele chętnie zgłaszają drobne nieistotne wykroczenia, a niechętnie biorą się za zgłaszanie poważniejszych spraw takich jak na przykład przemoc domowa? No, to raczej jasne – nie chodzi im bynajmniej o realne dbanie o porządek i bezpieczeństwo, chodzi im prawdopodobnie o samą satysfakcję z dosrywania raz losowym ludziom, a raz sąsiadom, których z jakiegoś powodu nie lubią bądź oni nie lubią ich. Bo przecież donos w sprawie krzywo zaparkowanego samochodu jest zrobić łatwo – żaden problem zrobić zdjęcie z widoczną tablicą rejestracyjną samochodu i anonimowo wysłać materiał na straż miejską lub policję. A żeby zgłosić, że sąsiad latami leje żonę i dzieci, to już trzeba się nagimnastykować, trzeba spróbować się zainteresować życiem sąsiada, trzeba być może odbyć rozmowę z jego żoną i dziećmi, trzeba narazić się agresorowi (bo sąsiad dobrze wie, obok kogo mieszka).
I tego ci coraz pospolitsi donosiciele czynić nie chcą, bo po co, skoro satysfakcję z donosu można czerpać w sposób znacznie łatwiejszy, zgłaszając totalnie nieistotne wykroczenia drogowe najczęściej dotyczące nieprawidłowego parkowania?
Donosicielstwo bez znajomości przepisów
Zresztą często mamy do czynienia z nieudacznikami, z ludźmi nieznającymi prawa. W artykule TVP3 Wrocław przeczytamy jeszcze, że
„Każde zgłoszenie jest weryfikowane. Strażnicy miejscy szacują, że od 20 do 30% to zgłoszenia fałszywe bądź sytuacje, w których skarżący nie zna przepisów”.
Heh, no nawet ja miałem na początku tego roku do czynienia z takim nieudolnym donosicielem właśnie we Wrocławiu, kiedy zgłosił na straż miejską, że rzekomo zaparkowałem na zakazie parkowania. Nie rozumiał jednak, że zakaz parkowania obowiązuje za znakiem, a ja zaparkowałem przed nim. Oczywiście chłop był do bólu stereotypowy – poruszał się rowerem, odziany był w bardzo ciasne ubranie kolarskie eksponujące kształt genitaliów, miał na klatce piersiowej kamerkę typu Go-Pro, jego twarz wyposażona była w okrągłe zaparowane okulary, a sam donosiciel wykazywał wyraźne podniecenie cała sytuacją.
Donosicielstwo obywatelskie? Raczej antyludzkie
Cóż mogę na koniec powiedzieć – wyrażam szczery smutek z powodu tego szalenie smutnego trendu, jakim jest mnożenie się osiedlowych szeryfów, samozwańczych stróżów prawa, niespełnionych ludzi odrzuconych przy staraniu się o pracę w służbach oraz skrzywdzonych w czasach szkolnych kozłów ofiarnych o licznych stratach liczonych w kanapkach, które były im najpewniej regularnie zabierane przez silniejszych. Bardzo źle o takich osobach sądzę. Przepisy prawne co chwilę się zmieniają, oznakowanie dróg także – jednego dnia w danym miejscu wolno będzie parkować, a za parę dni już nie. Przepisy się zmieniają, ale nie zmieniają się dobre zasady pożycia w społeczeństwie, których opisani przeze mnie donosiciele specjalizujący się w drobnych wykroczeniach drogowych ze szczególnym uwzględnieniem nieprzepisowego parkowania albo nie znają, albo znają lecz ich świadomie nie respektują.