Internet obiegła już informacja, że niejaki Vitalii R., obywatel Ukrainy, zażywał białe proszki w taksówce. Został nagrany dwa tygodnie temu, a złapany w niedzielę. Ćpał metamfetaminę. Czy naćpany taksówkarz to odosobniony incydent? Niestety, nie.

Zapewne część z was się oburzy, że kierowca zachował się skandalicznie. Nie zaprzeczam. Jest to bardzo niebezpieczne. Aczkolwiek sama jestem zwolenniczką lekkiej liberalizacji co do używek, tak, jak jest w wielu zachodnich krajach (do 0,5 promila). Podkreślam, LEKKIEJ, jakbym zobaczyła, że ktoś wsiada najebany do auta, dałabym mu w pusty łeb i zabrała kluczyki. (A potem furę – jak masz ją rozbić, to lepiej daj ją mnie).

Co do stymulantów. Są to substancje, które na każdego działają inaczej, ale ich zasadniczym celem jest pobudzenie organizmu. Nieco inaczej ma się sprawa w przypadku osób neuroróżnorodnych. Nie bez przyczyny sporą część pacjentów odwykowych stanowią osoby z ADHD – im amfetamina pozwala się skupić i usiedzieć spokojnie, wycisza gonitwę myśli. A skutki są w dłuższej perspektywie opłakane. Ile osób cierpi z powodu uzależnienia, ciągłych wzlotów i zjazdów, bo nikt ich nie zdiagnozował? A ile osób bierze amfetaminę, bo nie stać ich na diagnozę lub na metylofenidat? Mogę się jedynie domyślać skali…

Oczywiście, dla ćpania za kółkiem nie ma usprawiedliwienia… a może jednak jest?

Naćpany taksówkarz. Czy chodzi o haj?

Oczywiście, jak podkreślałam, zażywanie amfetaminy czy metamfetaminy w ogóle, zwłaszcza podczas prowadzenia pojazdów, jest szkodliwe i głupie. Jednak, zanim rzucimy kamieniem w pana Vitalia R., kierowcę Arrivy czy TIR-owca z fetą w schowku… pochylmy się nad pewnym problemem.

Otóż osoby pracujące w korporacjach taksówkarskich lub jako kierowcy długodystansowi wspomagają się amfetaminą i jej pochodnymi nie bez powodu. Przepracowanie, zmęczenie, konieczność wielogodzinnej pracy, by związać koniec z końcem – oto poważny problem na polskich drogach!

Bolt czy Uber mają to w dupie, bo nie oni ustalają godziny. Pośredniczy tak zwany partner flotowy, czyli podmiot, od którego wynajmujesz samochód. No i niby wszystko pięknie, bo możesz sobie sam/a/o ustalać godziny pracy. Tyle, że nie.

Korporacje realizujące przewozy nie posiadają żadnych regulacji co do czasu pracy kierowców. I o ile jest to dobra opcja „dorobienia sobie”, o tyle osoby, dla których jest to jedyne źródło zarobków – często migranci właśnie – muszą jeździć przez długie godziny, aby zarobić na życie. Badania pokazują, że zmęczenie może być dla kierowcy groźniejsze niż niewielka dawka alkoholu. A takich zmęczonych – nawet, jeśli w pełni trzeźwych – kierowców, jest na naszych drogach mnóstwo.

Nie bez powodu mówi się o „uberyzacji gospodarki”. Są to warunki bardzo prekaryjne. Nie masz chorobowego, nie masz ubezpieczenia (jeśli się mylę – poprawcie), jeśli nie ma cię w pracy, to po prostu nie zarabiasz. Efekt łatwo sobie wyobrazić. Chyba nie muszę wyjaśniać, jak niebezpieczna może być jazda na przykład mając gorączkę. Albo będąc w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego.

Naćpany taksówkarz to wypadkowa kapitalizmu.

___

Wesprzyj redaktor naczelną i postaw kawę – w naszej redakcji nie ćpamy metamfetaminy!*

https://buycoffee.to/obywatel-wszechswiata

*bo nas nie stać, ale pieniędzy nie przepierdolimy. Obiecuję.

One thought on “Naćpany taksówkarz. To głębszy problem”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *