15go maja w Warszawie przed godziną 18 doszło do nielegalnej eksmisji kolektywu Zaczyn z nowo zajętego budynku na ulicy Miączyńskiej 5. Kolektyw ten przez około rok zajmował wcześniej budynek opuszczonej piekarni na Kamionku, za czym płakało prawactwo że „zabrali emerytowanemu powstańcowi dzieło życia, piekarnie”, notabene niecały tydzień po eksmisji piekarnia została zburzona przez jego córkę…

Co się działo na Zaczynie?

Na tym wolnym terenie kolektyw organizował koncerty, warsztaty, pokazy filmowe, korepetycje dla dzieciaków, powstała też siłownia, biblioteka i skate park. Miejsce miało duży potencjał z uwagi na duże puste hale przestrzeni wspólnej, odbyło się tam kilka dużych udanych wydarzeń, między innymi after po 11 listopada czy grudniowy kiermasz benefitowy na bezgranicę. Członkowie i członkinie kolektywu uczestniczyli też w innych akcjach i wydarzeniach w Warszawie, w tym w protestach lokatorskich i blokadach eksmisji.

Autor z uwagi na obowiązki zawodowe, niestety dotarł już w momencie całkowitej blokady podejścia do squotu przez niebieskich, bez legitki prasowej wyjść za linie z lodówek nie można było. Aparat represji użyl niewspółmiernych do nikłego zagrożenia sil i środków. Blokada budynku i całej ulicy z przyległościami trwała ponad 2 godziny i nie przepuszczano tez mieszkańców okolicznych budynków, a także kuriera z bolta. Już ok godziny 15 przed budynkiem pojawiła się policja, której stopniowo przybywało. Trwały negocjacje, członkowie kolektywu i solidaryzujący się z nimi powoływali się na ustawę o ochronie praw lokatorów, domagali się przerwania działań niepopartych nakazem eksmisji.

Zaczyn zagazowany

Zapytani o powód interwencji w nieużywanym 5 lat budynku, powołali się na polecenie z ZGN. W pewnym momencie policja przez szczekaczki zaczęła zagłuszać squotersów nadając komunikat „uwaga uwaga, atak na policję jest naruszeniem prawa i porządku”. Zaczęli też puszczać gaz, który było czuć z 50 metrów dalej, wszystko w gęstej jednorodzinnej zabudowie, że aż tłum gapiów i jakieś ziomki na rowerach którzy przyszli po szkole obejrzeć inbę (dobrze, niech się młodzież uczy) zaczęli uciekać. Drzwi squotu zostały przepiłowane piłą i w kilka minut do środka dostała się prewencja, wcześniej została jednak oblana farbą i podobno fekaliami. Ludzie ze środka zostali poturbowani i przewiezieni na komendę.

Zgromadzenie pod squotem zostało chwilę później rozwiązane, psiarskie spisywali ludzi i odgrażali się, ale co nam zrobią, przysłowiowe gówno i nic. Moim może subiektywnym okiem miejsce na squot było niezbyt fortunne. Naprzeciwko mieściła się ambasada Estonii, w pobliżu jeszcze przynajmniej 2 inne placówki i prywatna szkoła, wszystko na nowobogackim w większości osiedlu. Prawdopodobnie ta ambasada tak wkurwiła Kapitana Państwo żeby wysłać na miejsce lekką ręką ze 30 lodówek i autokar prewencji, do budynku wielkości bliźniaka.

Co może pójść nie tak?

Mobilizacja też wyszła słabo bo kolektyw utrzymywał akcje w tajemnicy. Nawet zaufani ludzie dowiedzieli się na półgwizdka przed, oficjalne wywieszenie banneru miało miejsce o 10, więc nie dziwne ze przyszła tam mała grupka zwolenników. Mam nadzieje, że dojdzie po tej akcji do jakiejś większej refleksji na przyszłość bo brakuje na mapie Warszawy takiej miejscówki, ale akcje trzeba robić z głową. Do tego jeszcze wracając z miejscówki podsłuchanie białasów rozmawiających miedzy sobą w stylu „no ja rozumie, ale to je własność prywatna, tak nie można!” (można, jeszcze jak, i bardziej na rzułto mordę mu zrobić!) doprowadziła mnie do szalu stad tekst powstał dopiero dzisiaj.

Wężu

A teraz od naczelnej, jestem dupa wołowa i zapomniałam tego opublikować wcześniej więc publikuję teraz, z komórki i byle jak, nudząc się na radzie miasta. Śródtytuły moje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *