Osobiste spostrzeżenie: przesyt elektroniki, czujników, systemów bezpieczeństwa i teoretycznych udogodnień w nowoczesnych samochodach paradoksalnie daje efekt odwrotny do zamierzonego.

Jakieś dwa tygodnie temu miałem wątpliwą przyjemność prowadzić w pracy dorywczej niemal nowy samochód. Toyota albo Seat, już nie pamiętam bo były u nas dwa. Stało się to, ponieważ dwa z naszych standardowych samochodów (proste i małe Škody Citigo z 2012 roku) zepsuły się, toteż dostaliśmy na parę dni auta zastępcze.

I wyobraźcie sobie, że zdążyłem dojechać do restauracji, zabrać jedzenie i odjechać od niej może pół kilometra w stronę adresu klienta, gdy nagle usłyszałem bardzo wysoki, piskliwy i nieznośny dźwięk. Nie to, że się przestraszyłem jakoś śmiertelnie, no ale wzdrygnąłem się, nie spodziewałem się czegoś takiego. Patrzę, czy jakaś kontrolka może od ciśnienia oleju się nie zapaliła, no ale nie. W trosce o komfort i bezpieczeństwo samochód zapytał mnie, czy nie chciałbym napić się kawy. Kurcze, od restauracji do domu klienta miałem może ze dwa kilometry, a tu wyświetla mi się komunikat, że może pora na kawową przerwę w podróży.

Po co to jest? Po co inne komunikaty, które otrzymałem, typu „trzymaj ręce na kierownicy”, albo „wciśnij sprzęgło, aby uruchomić silnik”? Mam wrażenie, że producenci samochodów pod naciskiem norm bezpieczeństwa mają ludzi za idiοtów. A do tego dochodzą jeszcze absurdalne wyświetlane piktogramy mające związek z teoretyczną ekologią. Przykład: jadę w mieście na trzecim biegu 40km/h, obrotomierz wskazuje 2100 obrotów na minutę, a tu mi się wyświetla piktogram sugerujący, abym zmienił bieg na wyższy. Pomijam już, że wrzucając przy tej prędkości czwarty bieg męczyłbym silnik zbyt wolnymi obrotami, a także straciłbym jakąkolwiek dynamikę jazdy. Ale sama ta sugestia zmiany biegu na wyższy jest w mojej ocenie, hmm, może nawet brakiem szacunku dla kierowcy. Producent zakłada bowiem, że kierowca to debil, który nie wie, kiedy zmienić bieg, ani nie wie, czy i kiedy chce mu się pić.

Suma tych komunikatów, rozmaitych bezsensownych kontrolek, piktogramów, powiadomień i informacji wyświetlanych na ekranach w samochodach powoduje, że dochodzi do rozpraszania uwagi kierowcy, który zamiast się skupić w stu procentach na drodze, czyta te komunikaty, często obfitujące w piskliwe wysokie dźwięki; nic te komunikaty nie wnoszą do jego jazdy, ale czyta je, bo się jemu wyświetlają. A to wszystko w imię teoretycznego bezpieczeństwa i komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *