Warszawa, Centrum – w tym miejscu, które na co dzień jest świadkiem pośpiechu tysięcy ludzi, w te wielkanocne dni zatrzymał się inny czas. Na kultowej „Patelni” przy stacji metra Centrum, tuż obok betonowej płyty i zimnych szyb biurowców, rozegrała się scena, której nie powstydziłby się żaden reportaż o wrażliwości w wielkim mieście.
Osiedle Przyjaźń — miejsce, które swoją nazwą zobowiązuje — oraz Stowarzyszenie Białorusinów Warszawy zorganizowali wspólnie akcję pod wymownym tytułem „Wielkanoc bezdomnemu”. Nie była to zwykła pomoc doraźna. Był to gest pojednania między światem tych, którzy mają dom, a tymi, którzy go stracili.

Każda osoba otrzymała starannie przygotowaną ulotkę — przewodnik po warszawskim systemie ratunkowym. Nie przypadkowy świstek, lecz konkretny drogowskaz: adresy noclegowni, schronisk dla osób bezdomnych, jadłodajni, ogrzewalni. Tam, gdzie kończy się siła, zaczyna się odwyk — dlatego nie zabrakło miejsc z informacją o oddziałach leczenia uzależnień. A ponieważ bez dokumentów nie ma obywatela, a bez fotografii nie ma podania — wolontariusze wyjaśniali, jak zrobić zdjęcie do dokumentów za darmo i gdzie złożyć wniosek o dowód osobisty. Każdego wysłuchaliśmy, przytuliliśmy, daliśmy swoje rozumienie i wsparcie.
Bo bezdomność to nie tylko brak dachu nad głową.
To przede wszystkim pustka w środku. Cel i przesłanie akcji były jednym zdaniem: Nie wystarczy dać kawałek jedzenia— trzeba zawsze również dać mapę, która wyprowadza na prostą. Dla Stowarzyszenia Białorusinów Warszawy to także głos wspólnoty, która wie, co znaczy wygnanie i szukanie swojego miejsca na nowo. Dla Osiedla Przyjaźń — realizacja codziennej, sąsiedzkiej solidarności. I jest już pierwszy owoc, który w te święta brzmi jak cud, a przecież jest tylko efektem ludzkiej konsekwencji. Zaledwie tydzień po wielkanocnej przekąsce na Patelni dzięki wolontariuszom jeden z bezdomnych mężczyzn, który od dwóch miesięcy spał na dworcowej ławce, odnalazł pracę z zakwaterowaniem. Dziś ma dach nad głową, etat i pierwszy od dawna powód, by nazwać Wielkanoc początkiem, nie końcem. „Wielkanoc bezdomnemu” nie skończyła się na jajku. Ona właśnie się zaczęła. A Warszawa — choć często niesprawiedliwie nazywana betonową — pokazała, że pod betonem bije serce, które potrafi powiedzieć: nie jesteś sam, nawet na Patelni.