Prawo ma służyć ludziom, nie na odwrót. Jest to podstawowa zasada nierespektowana niestety przez wszelakiej maści polityków, urzędników państwowych, funkcjonariuszy służb, przedstawicieli władzy sądowniczej i tak dalej. Kto mieszka w Krakowie, ten wie, o czym piszę, a kto w Krakowie nie mieszka, ten także pewnie wie. Doszło tam zwyczajnie i po prostu do zаmachu na wolność obywateli. (tzw. SCT) Nie tylko na wolność mieszkańców samego Krakowa, bo przecież nie tylko oni przemieszczają się po Krakowie.
Gdyby chodziło faktycznie o ekologię, no to też byłoby źle, ale na pewno nie aż tak źle, jak jest teraz – bowiem tu nie chodzi wcale o ekologię. Otóż każdy z nas może wjechać do strefy pośredniego wykluczenia zwanej dla niepoznaki Strefą Czystego Transportu dowolnie kopcącym pojazdem pod warunkiem, że uprzejmie przekaże pewną część swoich uczciwie zarobionych pieniędzy władzom miasta. Dla przykładu – ja swoją 35-letnią Ładą nie mógłbym się na co dzień poruszać po Krakowie, formalnie dlatego, że mój samochód jest nieekologiczny. Natomiast tylko formalnie, bo w praktyce mój pojazd jest po prostu zbyt biedacki. I jeśli pokażę władzom miasta, że nie jestem aż tak biednym przedstawicielem plebsu i wniosę stosowną opłatę, wówczas moja nieekologiczna Łada jest na krakowskich ulicach mile widziana.
Dlaczego nie mogę jeździć po Krakowie!?
Jest jeszcze drugi sposób – mój niemłody, kopcący i nieekologiczny 35-letni samochód może być mile widziany w Krakowie, jeżeli uprzednio wyzbędę się części obecnie posiadanych możliwości. Otóż mogę przecież zarejestrować samochód na zabytek. Wprawdzie minimalny wiek pojazdu zdatnego do rejestracji na zabytek to chyba 40 lat, ale jest szereg wyjątków, dzięki którym mógłbym się na rejestrację jako zabytek załapać. Tylko że wówczas prawdopodobnie nie mogę pojechać sobie takim samochodem za granicę kiedy mi się zachce – bo wywóz zabytku bez specjalnego zezwolenia jest nielegalny. Nie mogę też tego samochodu umyślnie zaniedbać bądź poprzerabiać – za niszczenie zabytku grożą surowe kary. Tak więc zyskałbym prawo poruszania się swoim autem po Krakowie (czyli coś co dopiero było moim elementarnym prawem) w zamian za wyzbycie się innych praw dotyczących posiadania tego pojazdu i poruszania się nim.
Mieszkańcy walczą z SCT
Tak czy inaczej mieszkańcy Krakowa zaczęli w kontrze do urzędników działać – co widać na poniższym zdjęciu. Bo prawo ma służyć ludziom, a nie na odwrót. Generalnie w zaspanym i nieco zobojętniałym społeczeństwie polskim występuje niestety takie niepisane przyzwolenie na rozkradanie pieniędzy zabranych ludziom uprzednio w podatkach oraz na stopniowe odbieranie wolności. Ludzie niestety zazwyczaj przymykają na to oko, jeśli robi się to stopniowo.
Tu (pewne szczęście w nieszczęściu) zamach na wolność był nagły i rażący, a przez to silnie zauważalny dla mieszkańców. Prawdopodobnie właśnie dlatego pojawiły się mnogie akty buntu w postaci demontażu znaków oznaczających wjazd do SCT bądź w postaci nanoszenia substancji barwiącej na te znaki drogowe (co widzimy na zdjęciach poniżej). Trochę przypomina mi to sytuację z Włoch, gdzie władze także przeginają pałę, ustawiając absurdalną ilość fotoradarów przy drogach. Doszło tam do tego, że większość z tych fotoradarów nie działa. Włosi w buncie przeciwko tak dużej ich liczbie zwyczajnie je pouszkadzali.

I tu nie chodzi tylko o krakowską SCT!
I nie myślcie, że skoro nie jesteście z Krakowa lub z Warszawy, to że was to nie będzie dotyczyć. Skoro władza krakowska nie ponosi konsekwencji za odbieranie wolności, to lada chwila takie strefy pośredniego wykluczenia zobaczycie w Szczecinie, w Katowicach, w Łodzi, we Wrocławiu, w Gdańsku i w Poznaniu. No chyba, że obywatele wykażą rażąco silny sprzeciw, czego (póki co) namiastkę widzimy w Krakowie. Wykazując silny sprzeciw, o nasileniu znacznie jednak wyższym niż na przykładzie Krakowa, być może jesteśmy w stanie powstrzymać urzędników i polityków przed ogólnie rozumianym ograniczaniem wolności. Jeśli jednak do takiego rażąco silnego buntu nie dojdzie, no to pożegnajmy się w przyszłości z wolnością na takim poziomie, który mamy dzisiaj; tak jak w obecnym czasie pożegnaliśmy się już z wolnością na takim poziomie, jaki był jeszcze kilkanaście lat temu.